O autorze
Monika Grudzień - od czterech lat pisze bloga o stereotypach społecznych na temat kobiet i macierzyństwa. Na co dzień pracuje w galerii sztuki. Ma dwoje dzieci. Mieszka na Śląsku.

Święta Zofia z Sanoka

Cała Polska czyta książkę Magdaleny Grzebałkowskiej. Zdzisław Beksiński bawi, Zdzisław Beksiński wzrusza, Zdzisław Beksiński naucza. Czytają tę książkę początkujący marszandzi, niespełnieni artyści, niepraktykujący inteligenci i zaawansowani intelektualiści. Dorota Masłowska napisała, że to najważniejsza książka ostatnich lat. Trudno się z nią nie zgodzić. I moim zdaniem powinien przeczytać ją każdy, od Bałtyku po Tatry, od Przemyśla po Szczecin.

Beksińscy to podstawowa polska komórka społeczna. Tak zwana rodzina. Ojciec, matka, dziecko. Funkcjonują na zasadach ogólnych, on pracuje i utrzymuje dom i rodzinę, ona dba o dom i rodzinę, dziecko wykorzystuje i dom i rodzinę. Amen.



Gdzieś już o tym czytałam. Była taka opowieść o małych białych grubawych stworkach. Tata pisał pamiętniki i łowił ryby, synek gonił po dolinie za przyjaciółmi i jakąś panienką, a mama smażyła naleśniki dla całej zgrai przybłędów i na nic się nie skarżyła. Nazywało się to: Muminki.

Tłem portretu podwójnego dwóch panów Beksińskich jest żona artysty, Zofia. „Prowincjonalna gęś z torebką”, mama Muminka. „Całe dnie sprzątała, gotowała, siedziała przy mężu, rozmawiała z nim, zajmowała się synem”, opowiada w książce pani JotEl. Przez większość życia pozwoliła terroryzować się własnemu dziecku. Dała się związać Zdzisławowi jak wielkanocna szynka, nago pozując do zdjęcia. Nagrywała go kamerą video, woziła po Warszawie, całe lata doglądała babć, które z Beksińskimi zamieszkały. Do męża zwraca się słowami „mój biedaczek, mizerotka, chudactwo”. Żyła dla innych, nie dla siebie. „Nigdy nie pojechała na wakacje. Nigdy nie była za granicą. Nie zobaczyła morza.” - pisze Magdalena Grzebałkowska.

Trudno ją podziwiać, trudno jej zazdrościć, trudno ją zrozumieć. Mdła kobieta bez wyrazu, czy święta? Antypostać, czy cicha bohaterka we własnym domu? Ile jest takich kobiet wokół nas? Zofii B., Danut W., smutnych męczennic? Czy życie naszych matek i babć, również sprowadza się do ugotowania kapuśniaku na obiad, usmażenia jajecznicy na kolację, przetarcia parapetów i posłuchania radia? Czy kieruje nimi wolna wola, czy raczej to kwestia ich bezwolności?

Zofia Beksińska nigdy nie miała dość. Przynajmniej nic o tym autorce książki nie wiadomo. Dźwigała swoje życie mieszczące się małej torebce mamy Muminka, kobieta ideał niejednego mężczyzny, kobieta, którą nikt nigdy nie chciałby być i której twarz nie stanie się nigdy ikoną drukowaną na t-shirtach sprzedawanych pod muzeum w Sanoku. O Zofii nikt nie krzyknie Santo Subito, bo przecież nie zrobiła nic wielkiego, a właściwie to nie zrobiła zupełnie nic.
Trwa ładowanie komentarzy...